Drogeryjna niedziela. Pierwszy raz z Fructisem

Tym razem nie miałam zbyt wiele czasu na pielęgnację, chciałam więc użyć jakiegoś zestawu do pielęgnacji włosów. Wybrałam Garnier Fructis „Gęste i Zachwycające” (akurat stał w łazience). Nie pamiętam kiedy ostatnio użyłam na raz dwóch produktów z tej samej serii, więc trochę obawiałam się, że taka kombinacja może obciążyć mi włosy. Już od kilku lat nie używam typowo drogeryjnych szamponów, więc moje obawy były nasilone. Jako nastolatka miałam szampon Fructis do włosów przetłuszczających, był wtedy bardzo popularny (oczywiście bez odżywki, czy ktokolwiek 10 lat temu używał odżywek?). Od tamtej pory nie skusiłam się na tę markę ponownie. Przyznaję, że zachęciła mnie obietnica gęstych i zachwycających włosów, a opakowanie przykuło wzrok. Oczywiście to nie tym należy się kierować przy wyborze kosmetyków.

Jak taki duet sprawdził się u mnie?

O dziwo, bardzo dobrze. Szampon ładnie się pieni, bez problemu domywa oleje i nie przyspiesza przetłuszczania. Maska wygładza włosy, ma idealną konsystencję i niewiele jej potrzeba, aby pokryć całe włosy. Oba produkty bardzo ładnie pachną. Włosy po ich użyciu były miękkie, gładkie, pachnące i nieobciążone. Nie zmienił się także skręt włosów. Nie warto oczywiście wierzyć zapewnieniom producenta, że nagle zaczną wyglądać spektakularnie, ale faktycznie wyglądały na bardziej gęste i puszyste. Włosy po umyciu nie wymagały dociążenia odżywką bez spłukiwania ani serum do końcówek, były wystarczająco nawilżone. Bardzo możliwe, że przy dłuższym używaniu szampon zacząłby obciążać, jednak ja zawsze używam różnych szamponów na zmianę, żeby włosy się nie przyzwyczaiły.

Zamierzam użyć jeszcze nie raz, zwłaszcza wtedy, gdy będzie zależeć mi na szybkich efektach:) Polecam na większe wyjścia, niekoniecznie na co dzień:) Sprawdzić się może też na wakacjach, gdy nie chcemy zabierać ze sobą dużej ilości kosmetyków.

 

Grocrafty